Menu

zdziwienia

Nieustannie coś mnie zadziwia i zaskakuje.

Carmen, flamenco i zarzuela na stadionie we Wrocławiu

ashke1138

Ten zestaw jest tak abstrakcyjny, że samej trudno mi go pozszywać. A mimo to jakoś się udaje... W skrócie wygląda to tak:

Wrocław jest w tym roku Europejską Stolicą Kultury i próbuje jakoś na to miano zapracować. Oprócz setek innych pomysłów (teatry uliczne, koncerty, festiwale takie czy śmakie) wymyślili sobie też dużą hopę na stadionie miejskim: połączenie opery Bizeta z hiszpańskim show tanecznym, które ma swoją historię w pokazach, jakie kiedyś urządzano dla króla w jego letniej rezydencji La Zarzuela. Zarzuela to tańce hiszpańskie z elementami flamenco, ale bliżej im do baletu albo ludowizny niż do flamenco puro.

Skąd ja tam? Ze związku z flamenco właśnie. Na początku roku padł pomysł, żeby zebrać ekipę tancerek flamenco z kilku miast - wyszło w sumie ok 50 osób z Warszawy, Krakowa, Lublina i Trójmiasta. Przez kilka miesięcy spotykałyśmy się na próbach u siebie, a od tygodnia, skoszarowane w hotelu koło stadionu, próbujemy codziennie po kilka godzin - najpierw w sali Opery, potem z resztą na stadionie. Hotel zasługuje na osobny wpis, i nie będzie to wpis pochlebny, ale o tym może kiedy indziej. Póki co, trwają przygotowania.

Impreza odbywa się na stadionie, a nie podejrzewam, żeby opera cieszyła się u nas jakimś szalonym powodzeniem, więc można było z powodzeniem pół stadionu dać publiczności, a pół przeznaczyć na scenę z przyległościami. Ekipa techniczna przez tydzień budowała więc coś, co na początku wyglądało tak:

13344813_1040472566030018_7077816313540756513_n

a pod koniec już tak:

 

13442704_10154313964496554_5704914865278035384_o

Musiało to być duże, bo miało pomieścić 300-osobowy chór i 200 tancerek i tancerzy (albo na odwrót, w sumie żadna różnica w takiej masie) oraz oczywiście orkiestrę, którą widać pod sceną. Oraz konie, andaluzyjskie, choć z polskiej stajni:

5762945b3be56_o

Impreza ma chyba ze trzech reżyserów. Pierwszy to spec od dużych show z Opery Wrocławskiej, który zyskał sobie sympatię już pierwszego dnia prób komentarzem "ta scena nawet do ch... niepodobna", przy czym darował sobie wykropkowanie. Scena była niepodobna, bo 500 osób na scenie nie czyta panu reżyserowi w myślach, a jego wskazówki są żadne albo do ch... niepodobne. No Miszcz po prostu. Drugi reżyser, od Zarzueli, to Hiszpan. Przeciwieństwo Miszcza - pochwalił, docenił, podziękował za pracę - no po prostu przez moment uwierzyłam, że mnie zobaczył na tym moim drugim balkonie.

Trzeci reżyser pojawia się chyba tylko w materiałach prasowych, bo nie dane mi było przez ten tydzień go (jej) zobaczyć.Jest jeszcze Pan Dyrygent, człowiek starszy, spokojny i kulturalny - nic dziwnego, że się z Miszczem nie lubią. Bardzo mu w tym nielubieniu kibicuję.

Tymczasem Miszcz tworzy na bieżąco. Wymyślił sobie np., że dopełni scenę Habanery dodatkowym tłumem robotnic fabryki cygar, co to te cygara na udach kręcą. Skąd wziąć ten tłum? A, przecież jest zespół flamenco! Dawać je na scenę.Na razie wszystko fajnie: mamy wejść, ktoś (nie pan reżyser) wyjaśnił nam, jak to ma wyglądać, co się dzieje i co mamy robić. Następnego dnia mamy przyjść w kostiumach. Przychodzimy, w takich jakie mamy - czyli w ciuchach flamenco. Wchodzimy na scenę, a pan reżyser z ryjem "Gdzie macie kostiumy?!". Wyjaśniamy, że mamy tylko to, co widzi. Na trzy dni przed spektaklem. Reżyser doznaje oświecenia i zarządza, że na popołudniową próbę mamy mieć kostiumy. I, proszę państwa, cud! Po południu kostiumy się znajdują.

13432228_1098283506917048_7613727424529035451_nPo ciężkiej pracy w fabryce trzeba się szybciutko przebrać i zasuwać trzy piętra w górę, na koronę stadionu, skąd schodzimy na kolejne balkony i tańczymy kolejne numery. Po drodze pozostaje kilka problemów do rozwiązania i oczywiście nie ma tu co liczyć na czyjąkolwiek pomoc. A problemy są rozmaite: Jak zaplanować rozłożenie rekwizytów, potrzebnych do różnych tańców (parasolka, chusta, baletki) tak, żeby a) mieć je tam, gdzie będą potem potrzebne b) szybko je odnaleźć c) ukryć je na scenie (nie ma kulis)? Do tego dochodzi mój ulubiony element: komunikacja. Przez cały spektakl jesteśmy na scenie i przemieszczamy się między poziomami. Po schodach. Metalowych, takich BHP. W butach do flamenco, które są podbite gwoździkami. Jak to zrobić, żeby stukaniem nie zagłuszyć arii, nie spaść ze schodów, nie zaplątać się w chustę lub nie nadepnąć na chustę koleżanki? Pan reżyser nie podpowiada.

Hasłem tygodnia pozostaje "uwaga dziewczyny, będzie zmiana". Zmienić może się dosłownie wszystko: miejsce, w którym tańczymy, droga między garderobą a kulisami, godziny prób... ostatnią zmianę ktoś skomentował tak "uwaga, będzie zmiana! Pierwszy rząd robi mijankę z osłami i kozą." Osłami? Kozą? Ano tak, pojawiły się na scenie na trzy dni przed premierą:

 13407196_10208512777474388_3319593252837942281_n

Szczerze mówiąc, nic już mnie nie zdziwi.

Premiera dziś. Impreza jest jednorazowa, więc więcej okazji nie będzie.

mm0_93401466174150

© zdziwienia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci